Konsolidacji danych

Kaczyński nas uprzedzał - wyborcza.pl

2016.08.27 20:56 SoleWanderer Kaczyński nas uprzedzał - wyborcza.pl

Dla ideologów PiS rozproszenie władzy jest kompromitującą słabością, a "konsolidacja" - pozytywnym ideałem. Najwyższym ukoronowaniem idei konsolidacji władzy jest oczywiście koncentracja całej władzy w rękach jednego człowieka - czyli to, co jasno wyłania się dziś na naszych oczach.
Wielu ludzi, w osłupieniu obserwując galopujący demontaż demokracji i praworządności, uważa się za oszukanych, a przynajmniej - zaskoczonych i wprowadzonych w błąd przez partię dziś rządzącą. Nie to nam obiecywano - słyszymy.
Tymczasem o zaskoczeniu nie ma mowy. Kto miał oczy - ten widział i czytał, kto chciał słuchać - ten słyszał. Jarosław Kaczyński nigdy nie ukrywał swej niechęci do demokracji, do rządów prawa i do konstytucji, opartej na klasycznym podziale władzy. Trzeba było mu wierzyć.
Ogłoszony w styczniu 2011 roku przez Radę Polityczną PiS programowy dokument "Raport o stanie III Rzeczypospolitej" jest najbardziej rozwiniętym credo ideowo-politycznym partii Kaczyńskiego - nigdy przez nią nieodwołanym, ani nawet niezmodyfikowanym. Warto było się z nim zapoznać przed głosowaniem na PiS-owskiego kandydata prezydenckiego i na jego partię.
Już na samym początku dokument ogłaszał, że dobrze urządzone państwo polskie musi mieć "nowy centralny ośrodek dyspozycji politycznej". Dowiadujemy się też, że "tego ośrodka nie należy automatycznie utożsamiać z rządem, prezydentem czy jakimkolwiek organem państwowym". Więc o kogo chodzi? "Chodzi (.) o grupę osób, która w danych warunkach historycznych ostatecznie podejmuje najważniejsze decyzje w państwie". Idea jakiegoś pozakonstytucyjnego ośrodka podejmującego ostateczne decyzje brzmi trochę jak parodia przedwojennych, totalniackich tekstów, tym bardziej że ten nowy ośrodek "powinien chcieć i realizować wskazane wyżej cele narodowe".
Cień promotora
Ale Kaczyński zaczerpnął tę ideę ze źródeł bliższych jego życiorysowi niż faszyzujące programy ONR-Falangi. Pojęcie "ośrodka dyspozycji politycznej" jest żywcem wzięte z pism prof. Stanisława Ehrlicha - promotora pracy doktorskiej Jarosława Kaczyńskiego. Kaczyński - co dobrze świadczy o lojalności ucznia wobec mistrza - nadal wypowiada się o Ehrlichu z wielkim uznaniem, także w swej najnowszej biografii. W dużym stopniu - słusznie, bo prof. Ehrlich był postacią nietuzinkową na Wydziale Prawa i Administracji UW, niesłynącym w czasach Kaczyńskiego (i moich) z nadmiaru charyzmatycznych uczonych. Ale przyswajanie i utrwalanie przez Kaczyńskiego dziedzictwa Ehrlicha stanowi znaczący przyczynek do ideowego wizerunku PiS.
Ehrlich - którego dobrze znałem, także przez udział, wraz z m.in. braćmi Kaczyńskimi, w jego prywatnym seminarium - demokratą nigdy nie był. Nigdy nawet nie starał się za takiego uchodzić. Po ostatecznym zerwaniu z marksizmem w wersji dogmatyczno-stalinowskiej, częściowo pod wpływem rasistowskiej nagonki w 1968 r., Ehrlich przyjął program - częściowo naukowy, a częściowo polityczny - poszukiwania i jednocześnie promowania elementów pluralizmu w "społeczeństwie socjalistycznym". Oczywiście nie pluralizmu politycznego, ale raczej wyrażającego się w artykułowaniu interesów i preferencji grupowych przez rozmaite grupy nacisku, nie zawsze w pełni poddane kontroli ze strony PZPR. Nie wierząc w możliwość ewolucji demokratycznej, miał nadzieję na ewolucję PRL w kierunku odchodzenia od monopartyjnej kontroli nad całym życiem społecznym.
Program swój realizował Ehrlich, rozdając doktorantom tematy mające wskazywać na jakieś grupy interesów, częściowo niezależne od władzy PZPR. Było w tym połączenie samoograniczenia (Ehrlich nigdy nie związał się z opozycją demokratyczną) ze strategicznym "wishful thinking". I tak Piotr Winczorek pisał o Stronnictwie Demokratycznym, Maciej Łętowski - o "neo-Znaku", a Jarosław Kaczyński - o. samorządności akademickiej na socjalistycznej uczelni.
Żoliborski ośrodek dyspozycji
Ehrlich miał dość realistyczny (a może - cyniczny) stosunek do prawa i lubił dostrzegać faktyczne procesy decyzyjne za formalnymi instytucjonalnymi fasadami. Stąd ów "ośrodek dyspozycji politycznej", który Kaczyńskiemu tak zapadł w pamięć. Realizuje go dziś w praktyce: niezależnie od instytucji i procedur, przepisanych przez konstytucję, wszystkie ważne decyzje podejmowane są w jednoosobowym ośrodku dyspozycji politycznej na Nowogrodzkiej lub na Żoliborzu (w zależności od pory dnia i od tego, czy prezes akurat nie zaspał) i to tam ciągną namaszczeni uprzednio przez prezesa dygnitarze, gdy trzeba podjąć ważną decyzję, w szczególności gdy dochodzi do konfliktu między sitwami. "Ośrodek dyspozycji politycznej" w osobie prezesa i dobranych przez niego najbliższych współpracowników ma osobliwą moc przebijania i kasowania oficjalnych procedur decyzyjnych zapisanych na stronach konstytucji.
Dokument programowy z 2011 r. zawiera wiele innych ważnych przemyśleń, zapoznanie się z którymi zapobiegłoby zaskoczeniu i rozgoryczeniu w roku 2016. Jedną z głównych myśli dokumentu jest powtarzana wielokrotnie teza, że III RP jest pozbawiona wystarczającej legitymacji: "Współczesne państwo polskie, czyli III RP, jest pozbawione jasnej legitymacji moralnej i historycznej". Innymi słowy - wielokrotne wybory powszechne, zarówno prezydenckie, jak i parlamentarne, nie dały systemowi politycznemu wystarczającej "legitymacji", gdy rezultaty niezgodne były z właściwymi "celami narodowymi", w których treść najlepszy wgląd ma oczywiście Lider.
Ta niechęć do demokracji jest widoczna w wypowiedziach i pismach osób otaczających prezesa i poddających mu usłużnie racjonalizacje ideologiczne dla pogardy do demokracji konstytucyjnej. Dr hab. Andrzej Zybertowicz, profesor UMK, marny socjolog, ale wpływowy ideolog partyjny, od dawna pisze o potrzebie "konsolidacji władzy". To przejrzyste przeciwieństwo idei "podziału władzy" - a zatem systemu zapisanego w polskiej konstytucji i w konstytucjach wszystkich państw demokratycznych, które właś-nie w rozproszeniu władzy dostrzegają główną gwarancję poszanowania praw jednostki. Ale dla Zybertowicza i innych ideologów PiS rozproszenie władzy jest kompromitującą słabością, a "konsolidacja" - pozytywnym ideałem. Najwyższym ukoronowaniem idei konsolidacji władzy jest oczywiście koncentracja całej władzy w rękach jednego człowieka - czyli to, co jasno wyłania się dziś na naszych oczach.
Spójny program
Niechęć Kaczyńskiego do równoważenia władzy wykonawczej istnieniem autonomicznych podmiotów, niepodporządkowanych w pełni liderowi - do zasady trójpodziału władzy, do idei samorządności, do decentralizacji terytorialnej - nie jest przejawem chwilowego impulsu wynikającego z zauroczenia władzą. Jest przemyślanym elementem szerokiego, spójnego programu ideologicznego, w którym konstytucyjne organy zastępuje faktyczny i niepoddany społecznej kontroli "ośrodek dyspozycji politycznej", a ideałem naczelnym jest konsolidacja, nie podział władzy. Atak na TK, na sądownictwo, na apolityczną służbę cywilną, na względną niezależność prokuratury, na media publiczne i już zarysowujące się ofensywy na NGO-sy i samorządy - to elementy tego całościowego, spójnego programu.
Do Kaczyńskiego można (i nawet należy) mieć bardzo wiele zarzutów - ale nie o to jedno: że Polaków nie uprzedzał. Więc, koleżanki i koledzy, którzy głosowaliście na PiS (lub na Kukiza), bo chcieliście "zmiany", bo mierziła was Platforma i lewica, bo liczyliście na to, że "nie będzie tak źle" - miejcie pretensje tylko do siebie.
I będzie tylko gorzej, bo program zarysowany w 2011 r. nie został jeszcze w stu procentach zrealizowany. Mowa tam jest m.in. o tym, że prawdziwa przebudowa państwa wymaga nowej konstytucji - a PiS (o czym na tych łamach pisałem parę razy) wcale nie krył się z projektem autorytarnej, klerykalnej i nacjonalistycznej ustawy zasadniczej.
Wszystko więc jeszcze przed nami. Na dodatek, jak wiadomo, wraz z postępami rewolucji wściekły opór wrogów Narodu będzie się nasilać, a zatem i reakcja władzy na desperackie ruchy ze strony elementów nie do końca skonsolidowanych będzie musiała być surowsza.
Wojciech Sadurski jest profesorem filozofii prawa na Uniwersytecie Sydnejskim i profesorem w Centrum Europejskim UW
http://wyborcza.pl/1,75968,20588064,kaczynski-nas-uprzedzal.html
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]